Nie odpowiadam za błędy, zawarte w opowiadaniach! Poprawienie ich, leży w obowiązku autorek, jeszcze zanim wyślą je na konkurs!

czwartek, 16 sierpnia 2012

Pogranicze

Opowiadanie, które uzyskało I miejsce w mini-konkursie 2
( http://czytaj-1d.blogspot.com/2012/07/mini-konkurs-2.html )
Temat: Inspiracja piosenką Kate Nash - The nicest thing
Twórczość autorki: http://destiny-is-death.blogspot.com/ & http://tina-kawaii.blogspot.com/

_____________________________

Czuł jak zimny, porywisty, ale orzeźwiający wiatr otula jego zgrzane policzki. Beznamiętnie wpatrywał się we wzburzoną taflę jeziora, w której mieniło się mnóstwo błyszczących gwiazdek ozdabiających czarne- niczym kawa- niebo. W oddali, za puszczą szumiących drzew, widział przebijające, małe światełka pochodzące zapewne z jego domu. Nie mógł tam dłużej wytrzymać.
Na jego siedemnaste urodziny rodzice zaprosili niemalże całą rodzinę, znajomych ze szkoły oraz sąsiadów. Nie chciał przyjęcia, nie chciał powtórki sprzed roku.
Westchnął ciężko, po czym wstał z lekko wilgotnej trawy, otrzepał ciemne spodnie, a następnie schował dłonie do ich kieszeni. Wolnym krokiem ruszył ku wodzie. Niepewnie stanął na starych, miejscami wyżartych przez korniki, deskach, które wydały z siebie przeciągły jęk. Mimowolnie skrzywił się na ten charakterystyczny dźwięk, po czym udał się na sam koniec starego pomostu, który został wybudowany jeszcze w siedemnastym wieku. Oczywiście był niejednokrotnie odnawiany, ale nikt nie chciał rozebrać i zbudować go na nowo.
Zayn lubił tamto miejsce. Nieraz przychodził nad jezioro w późne popołudnia, kiedy zwyczajnie chciał pomyśleć lub odpocząć. Siadał pod wysokim dębem i zwyczajnie wpatrywał się w wodę, czy też w niebo.
Kiedy dotarł do ostatniej deski, usiadł na niej, po czym zdjął ze stóp czarne trampki, by następnie spuścić nogi w dół, tak, żeby dotykały chłodnej wody.
I z początku nic nie wskazywało na to, że ten wieczór będzie inny, że całkowicie zmieni jego przyszłość.
Podparł się rękami o podłoże, zamknął swoje brązowe, niczym czekolada, oczy i pozwolił, by kraina wspomnień porwała go do swego świata.
Sam nie wiedział, ile czasu spędził w owej pozycji. Wystarczał mu spokój i szum wiatru oraz ciche głosy gości, którzy niebawem mieli zbierać się i wyjeżdżać do swoich domów...
Kiedy już powoli miał wstać i ruszyć w drogę powrotną do swojego mieszkania, poczuł, jak coś na kształt dłoni oplata, a następnie zaciska się na jego kostce. Spanikowany krzyknął głośno, nim istota zdążyła wciągnąć go do wody. Jednak po sekundzie już nie czuł dotyku, nie zdążył nawet cały zanurzyć się w jeziorze.
Przerażony niemal wyskoczył z wody, pomagając sobie przy tym dłońmi, które zręcznie chwytały za krawędzie pomostu. Kiedy był już na powierzchni, szybko zabrał z desek trampki i czym prędzej pobiegł w stronę domu.
Bał się. Roztrzęsiony czuł, jak serce prawie wyskoczyło z jego ciała. Dusił się powietrzem.
Przystanął przed furtką i odetchnął ciężko. Czuł się bardziej pewnie.
Ale to nie był zamach na jego osobę, atak...Był to raczej początek nierozwiązanej zagadki, która wręcz błagała o odkrycie.
***

Od jego siedemnastych urodzin minął dokładnie miesiąc. Niejednokrotnie próbował zapomnieć o całym zdarzeniu, ale nie zaprzestał odwiedzania tamtego miejsca. Oczywiście trzymał się z daleka wody, ale nie mógł zrezygnować ze swojego szczególnego kącika.
Wydawało się, że wszystko wraca do normy, że tamto zdarzenie nigdy nie miało miejsca. Jednak dwunastego września wszystko miało ulec zmianie.
Zmęczony ułożył się w wygodnym łóżku, po czym ostatni raz rzucił wzrokiem na okno wychodzące na las i oddalone o kilkadziesiąt metrów jezioro.
'Ciemny pokój jadalniany oświetlało jedynie słabe światło świec oraz ognia, którego płomyki wesoło tańczyły w kominku. Ściany ozdobione zostały bordową tapetą, która idealnie współgrała z kremowymi zasłonami i bogatymi, złotymi dodatkami.
Do wielkiego, ciemnego stołu zasiadło sześć osób. Wszyscy szeroko uśmiechnięci, gwarzyli pomiędzy sobą. Wszyscy, oprócz niego...
Chłopaka o intensywnie zielonych, przenikliwych oczach otoczonych koronką czarnych rzęs, rzucających cienie na zarumienione poliki, oraz dużych, malinowych, kuszących wargach i burzy loków na głowie, które zgrabnie oplatały jego smukłą twarz. Był blady, zdawało się, że zbudowany z porcelany, taki kruchy, delikatny. W dodatku jego białe ubranie nadawało skórze jeszcze jaśniejszy odcień.
Nie uśmiechał się. Siedział po prawej stronie stołu i tępo wpatrywał się w okno, o które uderzały pojedyncze krople deszczu.
- Jak mniemam, wszystko jest gotowe na zaślubiny? - po dość długiej ciszy i skończonym posiłku odezwał się przysadzisty, starszy mężczyzna o okrągłej twarzy- ojciec panny młodej.
- Owszem – odpowiedziała na jego pytanie blondwłosa kobieta odziana w granatową suknie. - Harold wprost nie może się doczekać, by pojąć za żonę państwa córkę. Sądzę, że to będzie najlepsza decyzja, jaką w ostatnim czasie podjęliśmy – spojrzała na swojego syna, który nadal siedział cicho, nie zamierzał się odzywać.
Po chwili jego szmaragdowe tęczówki dostrzegły chłopaka, który zwinnie przemykał pomiędzy pomieszczeniami, by w końcu stanąć w wielkich drzwiach umieszczonych między jadalnią, a dużym holem. Wtedy na twarz Harrego wkradł się szczery uśmiech, który zaadresowany był tylko i wyłącznie do chłopaka, który właśnie podszedł bliżej stołu.
- Nareszcie jesteś. Przygotuj posłania w pokojach gościnnych, Państwo Gray zostaną na noc – powiedział szczupły, urodziwy mężczyzna.
Na jego słowa Harry zmarszczył lekko nos. Wcale nie uśmiechało mu się z samego rana widzieć radosną twarz Charlotty, czy jej rodziców, których miał po dziurki w nosie, odkąd tylko ich poznał.
- Oczywiście – odpowiedział służący, ostatni raz spojrzał w stronę Loczka, uśmiechnął się do niego delikatnie i zniknął za drzwiami.
- Harry, weź Charlottę do biblioteki lub sali muzycznej przed snem. Może coś jej zagrasz? - wtrąciła jego rodzicielka.
Skinął twierdząco głową na znak zgody, po czym wstał od stołu, co uczyniła również dziewczyna. Była naprawdę piękna. Miała długie, bordowe, lekko falowane włosy, duże, szare oczy i wspaniały uśmiech. Jej szczupłą talię podkreślał zielony gorset doskonale dopasowany do ciała dziewczyny. Koronkowy dół sukni włóczył się po ciemnej podłodze, dopóki nie chwyciła materiału w dłonie i nie uniosła go do góry.
Kiedy weszli do sali muzycznej wygodnie rozsiadła się na granatowej sofie.
- Jeszcze tylko miesiąc- westchnęła. - Jak myślisz, damy radę? - powiedziała cicho w stronę chłopaka, który właśnie opierał się o duży, czarny fortepian.
- Nie wiem, Charlotto. Wszystko jest strasznie skomplikowane – odpowiedział półszeptem, po czym zasiadł za instrumentem, z którego kolejno zaczęły wypływać piękne, dźwięczne odgłosy.
Zerwał się z łóżka po czym przetarł zmęczone oczy dłonią. Nigdy nie pamiętał swoich snów, a jeśli już, to zazwyczaj były niedokładne, niezrozumiałe, nie takie jak tamten. W dodatku czuł, jakby sam był uczestnikiem owej akcji, jakby sam kiedyś tam żył...
***

Nic nie jadł, zwyczajnie nie miał ochoty, podobnie jak na wygłupy, od których nie stronił Niall. Jedynie Liam wyczuł, że coś jest nie tak.
- Zayn, co się stało? - zapytał w końcu przyjaciela, który w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami. - Jeżeli będziesz taki, nie licz na pomoc.
- A czy ja mówię, że jej potrzebuję? - warknął zdenerwowany, po czym wstał gwałtownie od stołu. - Idę do łazienki, zaraz wracam - powiedział i następnie opuścił stołówkę.
Szkolna łazienka była naprawdę duża i czysta. Stanął naprzeciw wielkiego lustra, w którym widział swoje odbicie. Jego życie od urodzin znacznie zmieniło się. To nie był przypadek, że wpadł do wody. Zamknął oczy, czując, jak jego głowa zaczyna pulsować. Bolała go coraz bardziej i częściej, odkąd wpadł do jeziora.
Odkręcił kurek kranu, po czym zanurzył dłonie pod warstwą lejącej się, ciepłej cieczy.
Znajoma okolica. Jego ulubione jezioro i krzyk. Ciemność rozlewająca się dookoła i kolejny krzyk, a za nim jeszcze następny. Później cisza, którą przerywa jedynie szum wiatru.
Wszedł na pomost i dodarł do końca, by później spojrzeć na wzburzone jezioro. I gdzieś pomiędzy ciemnymi wodami zauważył sylwetkę. Była niewyraźna, jedynie dłoń wyciągnięta ku niemu była doskonale widoczna. Kiedy chciał za nią chwycić, po prostu rozpłynęła się, a hałas ustał.
- Zayn! - Liam nie wytrzymał i krzyknął, przez co jego przyjaciel otrząsnął się i spojrzał na niego zdziwiony. - Dzwonek zadzwonił kilka minut temu. Pospiesz się – zakomunikował, po czym odszedł, zostawiając Zayna samego.
***

- To nie najlepszy pomysł – szepnął najciszej, jak tylko umiał, próbując ustabilizować swój nierówny oddech. - Jak tylko zobaczą, że ciebie nie ma, zrobi się z tego wielka afera – dodał po chwili.
- Dłużej nie mogłem wytrzymać – powiedział z uśmiechem, po czym mocniej ścisnął dłoń chłopaka. - Po za tym jest druga nad ranem. Wątpię, żeby ktokolwiek z domu wybrał się na spacer – stwierdził Harry, uśmiechając się przy tym.
Droga do jeziora nie była długa. W każdym bądź razie na miejscu byli po piętnastu minutach spacerem.
Pogoda była wprost idealna. Spokojna noc zapowiadała się naprawdę pięknie, jednak wtedy wszystko miało się zakończyć.
Usiedli na pomoście, nie rozplątując z uścisku swoich dłoni. Kochali się. Potajemnie, ale nie mogli być razem. Harry miał zaplanowaną przyszłość, nie mógł jej dzielić ze służącym.
Louis chciał być jego, pragnął bliskości chłopaka, jednak dziewiętnasty wiek nie należał do najłatwiejszych.
Zwiesili swoje nogi w dół, nie odzywając się przy tym. Pasowała im cisza. Mieli dla siebie tak mało czasu. W domu musieli trzymać się od siebie z daleka, żeby nikt z rodziny nie mógł ich zobaczyć, zorientować się, że coś pomiędzy nimi jest.
- Kocham Cię, Louis – do uszu chłopaka dotarł lekko zachrypnięty głos osoby siedzącej koło niego.
Uśmiechnął się delikatnie, po czym przyłożył swoją dłoń do policzka ukochanego i pogładził go wewnętrzną stroną kciuka. Nie czekając długo, zbliżył swoje wargi do aksamitnych ust chłopaka i przelotnie je musną,ł by po chwili wpić się w nie zażarcie. Potrzebowali tego, potrzebowali siebie nawzajem. Jedno bez drugiego nie potrafiło żyć.
- Ja ciebie też, Harry, nawet nie wiesz, jak bardzo – powiedział, kiedy w końcu ich usta zostały rozłączone.
- Wyjedźmy gdzieś – zaproponował młodszy chłopak i przelotnie spojrzał na Louisa. W jego niebieskich oczach tańczyło mnóstwo iskierek szczęścia. Były niesamowite. - Gdzieś na wieś, z daleka od tego miejsca, gdzie będziemy mogli być razem – dokończył, przytulając się do ukochanego. - Pragnę na zawsze być z tobą.
Louis westchnął ciężko i objął silnym ramieniem Harrego, który schował twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Chciałbym, ale doskonale wiesz, że to niemożliwe – wychrypiał cichutko i następnie ucałował czubek głowy Loczka.
Nad jeziorem siedzieli i cieszyli się swoją obecnością, dopóki nie zaczęło świtać. Wtedy Harry poderwał się z miejsca, ciągnąc za sobą Louisa i czym prędzej czmychnęli do dworku spiesząc się i uważając, by nikt ze służby, która zaraz miała wstawać ich nie zauważył.
Kiedy stanęli przed bramą, Loczek przelotnie musnął wargi Louisa z wielką czułością. To był ich ostatni pocałunek. Nigdy więcej się mieli nie zobaczyć...
Nadal trzymając się za dłonie, udali się do tylnego wyjścia, którego używała tylko główna pokojówka, mianowicie Pani Henderson, która przeważnie wstawała najpóźniej.
Jednak tamtego ranka w drzwiach stał ktoś inny, ktoś, kogo spodziewali się najmniej. Mężczyzna surowym wzrokiem wpatrywał się w splecione dłonie dwóch młodych chłopców.
- Ojcze, ja ci to wszystko wyjaśnię – zaczął Harry. Czuł jak jego ciało drży, podobnie jak głos, ale nie umiał nad tym zapanować.
- Widzę dostatecznie dużo – rzekł, schodząc po kamiennych schodkach w dół, aż stanął na wydeptanej ścieżce. - Ty możesz iść do pokoju, zaraz wyślę do ciebie Dorothy – wskazał na syna, który ze łzami w oczach skinął głową i ostatni po raz spojrzał na ukochanego stojącego w tym samym miejscu, w którym przed kilkoma sekundami stał i on. Bezgłośnie powiedział, że kocha go, po czym udał się w stronę swojego pokoju. - A ty idziesz ze mną – dotarł do niego głos ojca Harry'ego. Nie wiedział, co czekało Louisa.
I w tamtej chwili miał ochotę zawrócić, pobiec do chłopaka i razem z nim uciec za obrzeża Londynu, choć wiedział że to nierealne. Zostaliby złapani jeszcze tego samego dnia.
Nie odwrócił się, stchórzył... Bał się tego, co może zobaczyć.
Po raz kolejny śnił mu się ten sam chłopak, jego dalsze życie. Czuł,że Harry staje się mu coraz bliższy, ważniejszy. Zayn był zagubiony, cała ta sytuacja bardzo go przytłaczała.
***

Siedział pod swoim ulubionym drzewem razem z Liamem, który dotrzymywał mu towarzystwa. Potrzebował kogoś do rozmowy, ostatnio strasznie oddalił się od przyjaciół.
- Zayn, co się z tobą dzieje? - zaczął chłopak, patrząc przelotnie na przyjaciela, który bawił się zamkiem od bluzy.
Brunet podniósł wzrok i wzruszył ramionami.
- To przez niego – odpowiedział krótko, na co Liam zmarszczył czoło.
- Przez kogo? - dociekał.
Zayn westchnął i zapiął swoją bluzę.
- Przez tego chłopaka ze snów. W moje siedemnaste urodziny coś mnie wciągnęło do jeziora. Nie wiem, co to było. Miesiąc potem zacząłem mieć jakieś dziwne sny z dziewiętnastego wieku o parze homoseksualistów – powiedział to bez skrępowania. Liam wiedział, że Zayn jest gejem, więc nie zdziwiły go te słowa. - Wszystko w tych snach jest tak wyraźne, dokładne. Przez nie czuję się dziwnie. Ta historia strasznie mnie intryguje – stwierdził, kończąc swoją wypowiedź.
- Nie masz się czym przejmować. To tylko sny. Może kiedyś oglądałeś jakiś film, zapamiętałeś go i teraz cię to nęka? Nie wiem, co to może być, Zayn, ale nie możesz się tym martwić – rzekł przyjaciel, klepiąc go po karku.
Ale Malik wcale nie oglądał filmu, ani też nie pamiętał, aby czytał książkę z podobną historią. Owe zdarzenia to nic innego, jak wspomnienia...
***

Cały roztrzęsiony wpatrywał się na widok zza okna. Nie widział Louisa, odkąd jego ojciec ich przyłapał. Bał się najgorszego. Na sofie obok niego siedziała Charlotta, która o wszystkim dobrze wiedziała. Nie kochała Harry'ego, podobnie jak on, do małżeństwa została zmuszona.
- Powinieneś go poszukać – powiedziała, wstając z posłania, a następnie podeszła do chłopaka. Położyła mu dłoń na ramieniu i zacisnęła wargi w wąską linię. - Nie płacz, Harry – poprosiła i starła kciukiem mokrą ścieżkę po łzach z policzka chłopaka. - Jeszcze nie wszystko stracone.
- Boje się, że go nie zobaczę – szepnął, nie odrywając wzroku od nieba, które ozdabiały wielkie błyskawice. - Nie mogę żyć bez niego.
- Stojąc tutaj i płacząc, na pewno mu nie pomożesz. Idź, póki nie jest za późno. Być może masz jeszcze czas.
Harry uśmiechnął się do niej lekko, po czym zerwał się z miejsca i popędził w stronę drzwi.
- Dziękuję – rzucił w pośpiechu i zbiegł po schodach, szukając swojego Louisa.
***

Piątek, ostatnia godzina lekcyjna - historia. W końcu mógł odpocząć, dłużej pomyśleć nad swoim snem. Jeszcze tego samego dnia miał zamiar iść nad jezioro.
- Minął już miesiąc, a jeszcze nikt z was nie ma ani jednej oceny – odezwał się nauczyciel, biorąc z biurka naczynie, w którym było kilkadziesiąt karteczek złożonych idealnie w połowie. - Dlatego mam dla was zadanie – rzekł, wychodząc na środek klasy. - Jest tu ponad czterdzieści imion i nazwisk. Każdy z was wylosuje jedno i zrobi prezentacje. Te postacie żyły w okresie 1600 do 1945 roku. Niektóre są ważne, niektóre takie, o których zapewne nie słyszeliście. Ale każda z tych postaci zamieszkiwała Londyn. Macie opisać ich życie i wymienić zasługi, oczywiście, o ile to możliwe – kontynuował. - Na temat niektórych osób w internecie informacji nie znajdziecie, więc ostrzegam, że będziecie musieli skorzystać z biblioteki, chociażby naszej szkolnej. Na wykonanie zadania macie dwa tygodnie. Nie oddanie pracy jest równoznaczne z oceną niedostateczną, to chyba jasne. Teraz każdy z was wylosuje po jednej kartce.
Uczniowie pojedynczo, po kolei wyciągali karteczki i większość marudziła, że to będzie trudniejsze, niż przypuszczali. Kiedy przyszła kolej na Zayna, sięgnął dłonią do naczynia i chwycił za kawałek papieru. Harold Edward Styles.
***

Nigdy nie lubił odkładać zadań na ostatnią chwilę, dlatego zaraz po zakończonych zajęciach udał się do biblioteki, która miała być czynna aż do wieczora. Nie chciał wypożyczać książki, kiedy zobaczył, jak jest gruba i stara. Wziął ją w dłonie i udał się do najbliższego, wolnego stolika.
Otwarł księgę i powoli zaczął przewracać przestarzałe karki. Kiedy w końcu znalazł nazwisko, na jakim mu zależało, uśmiechnął się szeroko, po czym wbił wzrok w litery.
"Harold Edward Styles - urodzony 1 lutego 1794 roku w Holmes Chapel, zmarł 12 października 1812 roku w Londynie. Pochodzący ze znakomitego, bogatego rodu, od strony króla Georga III. W wieku pięciu lat wybrano mu za żonę piękną szlachciankę Charlotte Elizabeth Gray, jednak do ślubu nigdy nie doszło z powodu śmierci Harry'ego."
Z tekstu zapamiętał najciekawsze wiadomości, by później móc zagłębić się w reszcie. Im dłużej czytał, dochodził do wniosku, że każda informacja jest dla niego znajoma.
***

Nie mógł zasnąć. Sam nie był pewien, czy ze strachu, czy z natłoku tych wszystkich dziwnych zdarzeń. Zdążył przeczytać cały tekst dotyczący Harry'ego, zapamiętał każdą informację, niesamowicie chłonął je. Ale wiedział bez pomocy książki, że chłopak miał starsze rodzeństwo, najmłodsze lata swojego życia spędził w Holmes Chapel, a w wieku czterech lat razem z rodziną przeniósł się do dużej posiadłości do Londynu, która teraz służyła za zabytek. Raz zwiedzał ją razem z klasą, kiedy zaczynał liceum, dlatego te wszystkie pomieszczenia były takie znajome. Gdyby tylko wiedział, że przy wielkim stole jadalnianym siedział kiedyś Harry, że chodził tamtymi korytarzami, spał w jednym z wielu pokoi, grał na fortepianie. Nigdy nie sądził, że historia tak bardzo go wciągnie.
Kręcił się z boku na bok, próbując zasnąć, jednak na marne. Wstał z łóżka, by otworzyć i przewietrzyć nieco pokój, jednak jego ciało zesztywniało w ruchu, kiedy dostrzegł, że już ktoś tam stoi. Ktoś bardzo mu znajomy.
Chłopak opierał się plecami o ścianę i z niepokojem wymalowanym na twarzy przyglądał się Zaynowi, który niepewnie podszedł do zjawy. Nie odzywał się, nie widział takiej potrzeby.
Malik nie mógł oderwać wzroku od Harry'ego. Był taki sam jak w jego snach, tak samo wyraźny, tak samo idealny, zbyt perfekcyjny. Jednak jego skóra była jeszcze bledsza.
- Nie zbliżaj się tam już nigdy więcej - głos Harrego był ochrypły, ale miły dla ucha, taki dźwięczny i melodyjny.
- Dlaczego? - zapytał. Dobrze wiedział, że chłopak miał na myśli jezioro.
- Ja chciałem umrzeć. Zayn – szepnął chicho, jakby mowa dla niego była trudem, jakby nie chciał go ostrzegać. - Ale ty nie jesteś mną – dodał po chwili, a następnie ujął w dłonie twarz Mulata. Jego dotyk był przyjemny, ale bardzo lekki. - Życie jest tylko jedno. Nie zmarnuj tego. Ty nie chcesz go stracić, dlatego trzymaj się od jeziora z daleka, przynajmniej przez kolejne tygodnie – poprosił i uśmiechnął się lekko. - Chociaż raz pokieruj się rozumem, nie sercem.
Nie zdążył odpowiedzieć, bo chłopak rozpłynął się w powietrzu i nie zostało po nim nic, prócz wspomnień i przyjemnego chłodu panującego w pomieszczeniu.
***

Mrok rozlewał się wokół młodzieńca niepewnie kroczącego naprzód. Trzymał w dłoni świecę, która lekko oświetlała mu prostą drogę do jeziora. Doskonale wiedział, co chce zrobić, a czego chce uniknąć. Bał się przyszłości, nie chciał jej przeżyć u boku Charlotty, która była wyznaczona mu za żonę już w wieku pięciu lat. Nie kochał jej, tak samo jak jego ojciec nie kochał jego matki. Takie było prawo. Liczył się tylko majątek, dziedzictwo.
Nie mógł znieść myśli, że miłość jego życia jest w innym związku, u boku innej osoby. Po za tym w jego sercu gościł chłopak. Homoseksualizm był surowo zakazany. Gdyby się wydało i tak by zginął.. Czuł, że już dawno jest na przegranej pozycji. Nic go nie uratuje.
Kiedy dotarł na miejsce niepewnie wszedł na pomost, następnie pokierował się na sam jego koniec.
Czuł jak jego niesforne loki tańczą na wietrze, który wzmagał się coraz bardziej. Uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie, ostatni raz w swoim życiu. Nabrał powietrza do płuc i zgasił świeczkę, która po chwili spadła, potoczyła się wzdłuż desek i wleciała do wody z cichym pluskiem. Był przygotowany, planował to, przemyślał.
Zagryzł mocno dolną wargę ust, która stała się sina. Pociągnął ostatni raz nosem i nie nabierając wcześniej powietrza, wskoczył do zimnej wody.
Nie umiał pływać. Od dziecka panicznie bał się wody, dlatego też taką śmiercią zapragnął umrzeć, nie chciał długo cierpieć.
I nie czekał długo. Po niedługiej chwili uszło z niego życie, ale jego duch nigdy nie zaznał spokoju...
***

Zaynowi ciężko było stwierdzić, co się z nim dzieje. Stawał się coraz słabszy, funkcjonował z wielką trudnością, ponadto głowa bolała go coraz bardziej. Chciał posłuchać zakazu Harry'ego, ale jednak nie potrafił. Coś z niesamowitą siłą pchało go nad jezioro, zwłaszcza tamtej nocy.
Zarzucił na siebie granatową bluzę, po czym cicho zbiegł schodami na dół i wyszedł z domu, uprzednio biorąc latarkę. Już od kilku godzin panował mrok, ale nie przejmował się tym. Szybko przeszedł pomiędzy drzewami, których korony szumiały i wyginały się na wietrze niczym zwinne gimnastyczki.
Zanosiło się na deszcz, dlatego naciągnął na głowę kaptur.
Kilka minut później stał już przed jeziorem. Nie było nikogo, prócz niego. Wszedł na pomost i ruszył do końca, powoli stąpając po starych, skrzypiących deskach.
Za każdym krokiem czuł, jak jego żołądek niemalże przewraca się w jego ciele. Był zdenerwowany i coraz słabszy. Przystanął na kilka metrów przed końcem. Spuścił wzrok w dół i przyjrzał się wzburzonej tafli jeziora. Dostrzegł w odbiciu rozmazaną sylwetkę, która nijak przypominała jego samego.
- Jednak przyszedłeś – obrócił się w stronę, skąd dochodził głos. - Ostrzegałem – powiedział i spuścił wzrok w dół. Duch Harry'ego przyglądał się Zaynowi, stojąc kilka kroków od niego. Wyraz jego smutnych oczu sprowadził na twarz nastolatka nieskrywane zaskoczenie. Chłopak pamiętał tą minę, wykrzywiała ona twarz ducha wtedy, kiedy żegnał się z Louisem przyłapany przez ojca.
Momentalnie Zayn poczuł ogromny ból głowy, który nasilał się z każdą kolejną sekundą. Siedemnastolatek poczuł, że traci władzę nad swoim ciałem. Mimowolnie podszedł do Harolda i spojrzał mu prosto w oczy, nie mogąc powstrzymać łez, które powoli wypłynęły z jego brązowych oczu. Wiedział, że coś - albo ktoś- manipulowało jego umysłem i próbowało przejąć kontrolę nad jego zachowaniem.
- Ilekroć nam los zgotuje niepożądany byt w samotnym istnieniu, tyle razy nasze serca poczną tworzyć melodię naszych zakochanych dusz – szepnął chłopak, podchodząc bliżej ducha. Jego charakterystyczny głos odbijał się echem o uszy Harry'ego, który zaskoczony rozchylił lekko wargi.
- Louis? - zapytał Mulata.
- Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę – wychrypiał, walcząc z duszą Zayna, która chciała się wyswobodzić z panowania innej osobowości .
Tak bardzo tęsknił za swym kochankiem. Od ponad dwustu lat mógł po raz pierwszy z nim porozmawiać. Była to jedyna i niepowtarzalna okazja. - Mamy mało czasu.
- Dlaczego nie mogłem cię ujrzeć?
- Nie byłem na tyle silny, by zmaterializować się, Harry. Po tym wieczorze nadal nie będę w stanie tego zrobić. To jedyna okazja – powiedział półszeptem, jakby zaraz ktoś miał ich usłyszeć, ponownie przyłapać i rozdzielić. - Zayn mi pomógł. Przychodził codziennie w to miejsce, gdzie i ja przebywałem i obserwowałem ciebie, ale nie mogłeś mnie zobaczyć. Pomyślałem, że jeśli wejdę w jego ciało, to będę mógł z Tobą porozmawiać i powiedzieć ci, co się ze mną stało tamtej nocy. Ten chłopak był idealny do tego, bym w końcu mógł tu teraz stanąć. On jutro się obudzi, nie wiem, czy cokolwiek będzie pamiętał, ale mnie już nie będzie. Mamy ostatnią szansę, by się pożegnać, ponieważ straciłem zbyt wiele energii, bym potrafił dalej istnieć.
I Harry nie wytrzymał. Zacisnął w wąską linię wargi i dał upust emocjom. Krystaliczne łzy zaczęły powoli spływać od kącików oczu, aż po brodę, gdzie znikały.
- Co się wtedy z tobą stało?
W odpowiedzi usłyszał milczenie, które mówiło samo za siebie. I czuł się winny, bo wiedział, że Louis umarł przez niego. Przecież to Harry namawiał go do wyjścia nad jezioro tamtej nocy, to on przestał być ostrożny, to on nie zawrócił, kiedy jeszcze miał czas.
- Nie chciałem, żebyś odbierał sobie przez to życie. Mogłeś być szczęśliwy u boku Charlotty, zapomnieć o nas - Louis spuścił wzrok i podszedł bliżej ukochanego. - Nie chciałem, aby to tak się skończyło, żebyś ty zginął. Harry, oni mnie wtedy zabili. Zostałem zakneblowany i utopiony w tym jeziorze - skinął głową na zbiornik wodny i po chwili przypomniał sobie moment, kiedy jego płuca wypełniały się wodą, a usta wydały z siebie niemy krzyk, w momencie, kiedy dusił się na dnie.
Dusza służącego poczęła obserwować, jak Harold niepewnym ruchem ściera łzy, spływające po jego policzkach.
- Nie mogłem żyć, nie mając u boku ciebie, Lou – powiedział drżącym głosem i złapał za rękę starszego chłopaka. - Wiesz, jak bardzo brakowało mi twojej obecności? Jak tęskniłem za tobą, jak bardzo pragnąłem przychodzić w twoim towarzystwie właśnie tutaj i móc po prostu cię kochać. Kiedy zniknąłeś tamtego ranka... Wtedy straciłem cząstkę siebie. Nie umiałam się pogodzić z tym, że ciebie już nie ma. Że nie będziesz przychodził wcześnie rano do mojego pokoju i budził mnie ze snu, czy też przygotowywał do spania. Że nigdy nie będziesz towarzyszył mi w posiłkach, słuchał, jak dla ciebie gram. Za bardzo bolało.
Louis rozumiał, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co czuł Harry, bo gdy żegnał się z życiem, przeklinał na swój los, że nie był na tyle silny, by stawić czoła ojcu ukochanego. Ale bał się, że coś może stać się i Loczkowi.
- Kocham cię, Harry – szepnął, przytulając chłopaka.
- Ja ciebie też, Louis.
Wiatr wzmagał się coraz bardziej, a pierwsze krople deszczu z niesamowitą siłą uderzyły o ziemię.
***


Zayn leniwie uchylił ociężałe powieki. Na początku nie wiedział, gdzie się znajduje, jednak gdy tylko podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał w około, bez problemu zlokalizował miejsce swojego pobytu. Jego plecy niesamowicie bolały przez całonocną drzemkę na starym pomoście. Stwierdził, że cudem nie wpadł do wody i deski nie pękły.
Z poprzedniego wieczoru nie pamiętał nic, prócz tego, że dotarł właśnie w to miejsce, później wszystko zachodziło mgłą. Nie wiedział, dlaczego spał tutaj, zamiast w swoim łóżku, dlaczego przyszedł nad jezioro.
Westchnął niezadowolony, czując, jak mokre po wczorajszym deszczu ubranie przykleja się do jego ciała. Podniósł się z desek, po czym skierował w drogę powrotną do domu, przez całą drogę zadając sobie jedno pytanie: czy wszystko, co działo się do tej pory, było tylko i wyłącznie snem?
***

Na pozór wydawało się, że wszystko wróciło do normy. Zayn przestał zadręczać się pytaniami, czy widział Harry'ego naprawdę, czy też nie, za wypracowanie, przy którym nie mało się napracował, dostał piątkę i powrócił do starego rytmu swojego życia. Ale został ktoś jeszcze...
Niektórzy mówią, że w mgliste wieczory można zauważyć sylwetkę samotnego, wysokiego chłopaka, o burzy loków na głowie przechadzającego się po pomoście. Jego los skazał na samotność, takie było jego przeznaczenie, już nigdy nie było mu dane spotkać Louisa. Osoby, która pozostawiła trwały ślad na jego sercu...

2 komentarze:

Midori pisze...

WOW. Świetne te opowiadanie! Widać, że autorka posiada talent! Zakończenie jest takie smutne... Lubię takie ^^

Monika Myślicka pisze...

Swietne!! Płaczee ;(

Prześlij komentarz